Wielki samotnik
Kazimierz Sosnkowski (1885-1969)
Gen. broni Kazimierz Sosnkowski urodził się 19 listopada 1885 r. w Warszawie. Zmarł 11 października 1969 r. w Kanadzie, w Arundel pod Montrealem.
Był jednym z głównych organizatorów sił zbrojnych odradzającej się z niewoli Polski. Marszałek napisał - „przede wszystkim nie ja stworzyłem Związek Walki Czynnej, gdyż został stworzony przez gen. Sosnkowskiego w czasie, gdy ja kilka długich miesięcy spędziłem nie
w Galicji, w zaborze rosyjskim”.
Przypominamy najsłynniejszego polskiego Szefa, rozpoczynającego swoją wielką służbę Ojczyźnie u boku J. Piłsudskiego, najpierw jako szef sztabu Związku Strzeleckiego, a następnie I Brygady Legionów Polskich.


2 kwietnia 1939 roku samobójstwo popełnił Walery Sławek - jeden z niewielu prawdziwych przyjaciół Józefa Piłsudskiego, który ofiarowując mu na gwiazdkę 1924 roku egzemplarz "Roku 1920" napisał taką oto dedykację: "Kochany Gustawie! Jeszcze wczoraj widziałem twe rozdrażnione na mnie oczy i myślałem, ileż to razy mieliśmy na siebie w życiu rozdrażnione oczy. Jesteśmy jak dwa stare niezmęczalne konie, co chodząc często jakimiś wertepami osobno, spotykają się na prostym gościńcu swego życia raz po raz, by się przywitać wesoło i stanąć razem do ciągnięcia tej samej bryki. Ciągnęliśmy dawniej razem kałamaszki i bryczulki, ciągnęliśmy i ciężkie ładowne często błotem bryki – znane, stare, niezmęczalne konie! Na gwiazdkę, mój drogi, przyjmij wraz z książką przyjaciela przyjaźń i serca całej rodziny".
Tworzyli najbardziej osławione środowisko polityczne w przedwojennym Państwie Polskim. Na pół legendarni, mitologizowani zarówno przez przyjaciół czy sojuszników, jak i – zwłaszcza – przez wrogów. Na łamach prasy, w ustach publicystów oraz polityków określeniu „pułkownicy” zawsze towarzyszyły emocje. Dźwięk tego słowa przywoływał postacie najbardziej zaufanych pretorianów Marszałka Józefa Piłsudskiego, najwierniejszych z wiernych, ludzi o żelaznych rękach, bezwzględnie egzekwujących wolę autorytarnego władcy Polski.
"Kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: »A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?«"
W wolnej Polsce Iłłakowiczówna dostała posadę urzędniczki w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie. Stamtąd trafiła do Ministerstwa Spraw Wojskowych, na stanowisko sekretarki Marszałka Józefa Piłsudskiego. - Zwiedzający pytają czasami, czy coś łączyło Iłłakowiczównę z Piłsudskim poza pracą - mówi kustosz muzeum Elżbieta Andrzejewska. - Ludzie nie zawsze są w stanie zrozumieć jej stosunek do Marszałka, pełen uwielbienia i szacunku - dodaje.
Była godzina 9.00 rano, 1 lipca 1942 roku, gdy na balkon apartamentu na piątym piętrze przy nowojorskiej ulicy Riverside Drive 3 wyszedł w piżamie postawny, starszy mężczyzna. Uklęknął i przez chwilę trwał w tej zaskakującej pozycji. Może się modlił. Cała reszta rozegrała się w tempie przypominającym cwał kawaleryjskiej szarży. Mężczyzna podniósł się z klęczek i skoczył w dół. W kieszeni jego piżamy znaleziono kartkę zapisaną słowami pożegnania. Ostatnie zdanie brzmiało: "Boże, zbaw Polskę!". I jeszcze na koniec podpis, jedna tylko litera: "B".
Marszałek Piłsudski nigdy nie zgadzał się na to, aby Go pilnowano i
ochraniano. Odgrywała w tym rolę nie tylko zdecydowana niechęć do
wszelkiego rodzaju carszczyzny, ale według moich domysłów, również i
głęboka niewiara w to, aby jakakolwiek ochrona mogła coś pomóc, gdyby
znalazły się w społeczeństwie polskim koła skłonne do zastosowania w
stosunku do Niego zamachu.
27 czerwca 1931 r. dr Lewicka została znaleziona nieprzytoma w Instytucie. W szpitalu, stwierdzono zatrucie środkami chemicznymi nieznanego pochodzenia. Mimo intensywnej kuracji Eugenia zmarła dwa dni później. Do dziś sprawa pozostała niewyjaśniona, samobójstwo, wypadek, czy może ingerencja zewnętrzna?
„... płk Beck był Mu poza rodziną osobą bodaj najbliższą. On jeden miał drzwi Giszu zawsze przed sobą otwarte”. „... W ciągu lat coraz więcej ludzi odpadło z wizyt u Marszałka, coraz trudniej pozostałej reszcie udawało się uzyskać upragnione rozmowy, jedynie dla Becka nic się nie zmieniało. A nawet przeciwnie, coraz częściej w słowach Marszałka przewijała się niezwykła u Niego nuta czułości, kierowana do "kochanego Becka”.