O Marszałku na forum
- Józef Piłsudski i legitymizacja władzy [5 odpowiedzi]
- Józef Piłsudski Litwinem [32 odpowiedzi]
- Czarna legenda Marszałka. [31 odpowiedzi]
- Psy Marszałka [5 odpowiedzi]
- Piłsudski brygadierem [2 odpowiedzi]
- Bezkrwawe zwycięstwo Piłsudskiego - o rozbrajaniu Niemc... [4 odpowiedzi]
- Jak ćwiczył Marszałek i jego żołnierze [0 odpowiedzi]
- PSL sądzi Marszałka? [43 odpowiedzi]
- obóz piłsudczykowski [2 odpowiedzi]
- J.Piłsudski - Marszałkiem [7 odpowiedzi]
Anegdoty o Piłsudskim
Marszałek Piłsudski był człowiekiem obdarzonym niezwykłą charyzmą, - cechą osobowości, która sprawiała, że w jego obecności każdy, nawet wysoko postawiony czuł respekt. Jedno z takich spotkań, wspomina Mikołaj, syn Ferdynanda króla Rumunii. - "Miałem wrażenie, że ojciec mój ma zamiar przyjąć swego gościa serdecznie, ale z pewną nonszalancją. Pomimo wszystko Naczelnik Państwa to nie król [...]. Po chwili ukazał się [Piłsudski] lekko pochylony naprzód i patrzył na naszą grupę. Potem wolno, bardzo wolno zaczął schodzić. Spojrzałem na swego ojca i nie zapomnę nigdy: skonstatowałem, że zanim Piłsudski zdążył wejść, ojciec mój rzucił papierosa i stanął na baczność".
Znane było poczucie humoru Marszałka. Szczególne powody do radości przysparzały mu jego własne córki. Jadwiga Jaraczewska opowiadała jak kiedyś padła ofiarą jednego z żartów. - "Ojciec miał zegarek kieszkonkowy z zamykaną kopertą, który otrzymał w dniu imienin 19 marca 1915 roku od Korpusu Oficerskiego. Nie potrafiłam otworzyć tej koperty. Wtedy powiedział, że to jest zegarek, który otwiera się nosem. Przystawił zegarek do mego nosa i koperta otwierała się. Kiedyś zapytałam, jak patrzy na zegarek, gdy mnie nie ma w pobliżu. Odparł wówczas: wołam adiutanta".W 1930 roku Marszałek Piłsudski zgodnie z zaleceniami lekarzy wybrał się na wypoczynek na wyspę Maderę. Podczas podróży, w Hiszpanii zmuszony był przesiąść się z salonki polskiej do szerokotorowej hiszpańskiej. Przy okazji przesiadki zapomniano zabrać osobistą szablę Marszałka. Wyniknęło z tego nie małe zamieszanie. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy pociąg przybył do Portugalii i zaistniała konieczność przywdziania stroju oficjalnego. Po założeniu munduru i pasa Marszałek spytał zaskoczony: „Gdzie moja szabla?”. Brak szabli wywołał ogromny popłoch, gdyż w pierwszej chwili podejrzewano kradzież. Ostatecznie odnaleziono ją w polskiej salonce i odesłano do Warszawy. W międzyczasie jednak temat podchwyciła prasa światowa i sprawa „zrabowanej szabli Marszałka Piłsudskiego” obrosła w legendę. Wyobrażano ją sobie jako wysadzaną klejnotami. Nie podejrzewano, że to zwykła szabla oficerska. Sam Marszałek żywo śmiał się z całej sytuacji i polecił nie udzielać prasie żadnych sprostowań.Za: P.Kusiak, Marszałek Józef Piłsudski na Maderze, "Komendant, Naczelnik, Marszałek. Józef Piłsudski i jego czasy", dostęp 19.01.2010.
W niezapowiedziane odwiedziny wybrała się do Marszałka także poetka Kazimiera Iłłakowiczówna. Józef Hartman zapisał we wspomnieniu: „Kiedyś rozmawiałem z żandarmem służbowym na wartowni. Nagle zaszczekał pies Marszałka – wilczur. Wyskoczyliśmy z wartowni i widzimy, że przy wejściu leży na ziemi kobieta. Okazało się, że upadła z przestrachu, że pies ją zagryzie – sławna poetka K.I. [por. Hartman, jak przystało na oficera nie ujawnia we wspomnieniach jej nazwiska, zważywszy na mało budujące okoliczności spotkania – W.K.]. Gdy przyszła do siebie do siebie, mimo że nie chcieliśmy zakłócać spokoju Marszałkowi, za zgodą Pani Marszałkowej przyprowadziłem Panią K.I. do domu. Była rozżalona przygodą z psem i naszą początkową odmową wejścia do domu. Pożaliła się Marszałkowi. Marszałek wyjaśnił Pani K.I., że pies nigdy nie ugryzie i jest ozdobą domu, przyjacielem, a służba miała rację, bo ja takie zarządzenie wydałem. Pani K.I. przeprosiła Marszałka i powiedziała: "Przyszłam na jedną chwilę, by tylko dotknąć płaszcza Pana Marszałka". Marszałek, uśmiechając się, poprosił Panią K.I., by została na podwieczorek. Było wiele kłopotu, bo takich wizytujących mieliśmy sporo”.
Źródło: W.Kalicki, Powrót do Sulejówka, Warszawa 2001, s.51.
Niewątpliwym fenomenem w tym względzie [jasnowidzenia] był sławny przed wojną inż. Ossowiecki. Piłsudski sam to kiedyś sprawdził, wręczając mu zaklejoną kopertę. Ossowiecki odpowiedział wtedy: "W kopercie jest kartka, na której Pan napisał: Pocałuj mnie Pan w dupę," Piłsudski zrozumiał, ze Ossowiecki ma niezwykle uzdolnienia i zaproponował mu pracę w Ambasadzie Polskiej w Berlinie, by rozszyfrowywał Niemców. Ossowiecki odpowiedział:. "Panie Marszałku, przecież Niemcy nie frajerzy, doskonale będą wiedzieli, po co ja tam jestem i zrobią wszystko, żebym zginął w nieszczęśliwym wypadku". Piłsudski przyznał mu rację i zrezygnował ze swej propozycji.
Źródło: Wiesław Budzński, „Opowieści Tułacze”
Skądś, z głębi Rosji, z odpowiednimi rekomendacjami przybył poważny, już trochę szpakowaty, mężczyzna i zwrócił się do mnie z prośbą o pośrednictwo przy zawiązaniu stosunków z P.P.S.
- Jakiż ma pan interes do P.P.S.? - zapytałem. .- Hm Interes jest bardzo skomplikowany. Widzi pan, my tam w Rosji zawiązaliśmy stowarzyszenie w celu obalenia cenzury.
- Cenzury? - zawołałem zdumiony. - Ależ, panie, czy nie praktyczniej byłoby zacząć od obalenia cara, który tę cenzurę ustanawia?
Źródło: Józef Piłsudski, Pisma zbiorowe, Tom 2, Warszawa 1937, s.61.
Gdy Gdynię już zbudowano, Marszałek nie kwapił się wcale, by ją odwiedzić.Aby zwabić go nad Bałtyk, wicepremier Kwiatkowski musiał uciec się do fortelu. Bywając w domu Piłsudskiego, zabawiał córki Marszałka opowieściami o statkach i marynarzach. Panny szybko połknęły bakcyla i na rodzicach wymogły wyprawę nad morze. Uzgodniono, że pojedzie z nimi pani marszałkowa. Ta jednak w dniu wyjazdu poczuła się "niedysponowana" i do Gdyni musiał pojechać tata.
Źródło: Gdynia - Na początku było marzenie ... "Komendant, Naczelnik, Marszałek. Józef Piłsudski i jego czasy", dostęp 29.01.2010, za www.gdynia.pl
W ostatnich latach swojego życia Marszałek Piłsudski długo chorował w związku z czym lekarze przepisali odpowiedni sposób odżywiania i stosowanie diety. Jednakże pacjent nie zawsze postępował według ich zaleceń. Po latach wspominała żona Piłsudskiego:
„Starałam się jak mogłam przestrzegać w domu zaleceń dietetycznych. Maż jednak nigdy nie przejmował się zbytnio swoim zdrowiem i płatał czasem chłopięce figle. Pamiętam jak przed wyjazdem na Maderę w 1934 r. przygotowałam do podróży całą walizkę dietetycznych zapasów. W chwili odjazdu pociągu, gdy stałam już na peronie, znbaczyłam, że coś mi pokazuje z łobuzerskim uśmiechem. — Była to długa wędzona polędwica, za którą przepadał. W tajemnicy przede mną kazał adiutantowi kupić zabronione przysmaki na drogę".
Źródło: Aleksandra Piłsudska, Wspomnienia, Novum, Warszawa
Poszedłem pewnego razu do nędznej jurty , w której przebywała cyganka, trudniąca się wróżbiarstwem , zamawianiem i leczeniem. Zachciało się popatrzeć w przyszłość. - Powróż, babo - rzekłem. Cyganka nie dała się prosić. Coś tam mruczała, skrzeczała i wreszcie ujęła mnie za rękę. Gdy jednak spojrzała na dłoń, twarz się jej wykrzywiła strachem, czy też zdziwieniem. Krzyknęła tylko: Cariom budziesz! - i uciekła.
M.Lepeck, Józef Piłsudski na Syberii, Warszawa 1936, s.113, cy. za: B.Urbankowski, Józef Piłsudski, marzyciel i strateg, Warszawa 1997, s.83.
Trzy dni temu nazad (we wtorek, czy we czwartek, dobrze nie pamiętam), o wpół do dziewiątej rano wchodzi do sklepu jakiś wysoki mężczyzna z dość dużą brodą, bez dwóch zębów na przedzie, z twarzą koloru nie bardzo czystej miedzi i ze słowami: - Jak się masz Zygmusiu! - rzuca się do mnie witać się. Ja aż w tył odskoczyłem; zdawało się, iż jak żyję nie widziałem tego człowieka, który z twarzy bardziej był podobny do czerwonoskórego mieszkańca Ameryki, niż do Polaka. Mówię: - Ja Pana nie przypominam, czy nie ma Pan pomyłki? Pomyłki nie mam, ale widzę, że trzeba przedstawić się: Józef Piłsudski. Szedł wówczas z wogzalu (dworca) zabawił u mnie z godzinę i poszedł do swoich, gdzie też jakoby nie wszyscy poznali.
Tak relacjonował swoje spotkanie z powracającym z Syberii Józefem Piłsudskim, Zygmunt Nagrodzki.
Źródło: Z listu Zygmunta Nagrodzkiego z dn. 3 lipca 1982, cyt. za B.Urbankowski, Józef Piłsudski, marzyciel i strateg, Warszawa 1997, s.84.
Podczas "leczenia" w więziennym szpitalu św.Mikołaja w Petersburgu, Piłsudski miał okazję poznać obłąkanych różnorakiego autoramentu. Wśród osobliwości był minn. "polityczny", tupaniem dający znak ukrytym w podziemiach kompanom, z którymi stale przygotowywał zamach na życie cara. Inny, jakże typowy i powszechny rodzaj wariata, uważał się za Chrystusa. Mało tego, był czczony przez innych obłąkanych. Padali oni przed nim na podłogę i całowali po rękach, płacząc i prosząc o cud. Był też potężny, niezwykle agresywny żyd, który jednak Piłsudskiego bardzo szanował nazywając "barinem". Pewnego razu, mimo spętania, zaczął ciałem taranować innych pacjentów. Dopiero Piłsudski miał go uspokoić mówiąc: "nie bij! zawtra budiesz bit". Żyd posłuchał i dopiero następnego dnia rozpoczął tłuc pozostałych osadzonych krzycząc "barin wielał!" (pan kazał!...). Inną niebezpieczną przygodę przeżył pewnej nocy, gdy terroryzujący oddział "woźnica" domagający się od wszystkich datków, wziął na celownik samego Piłsudskiego. Gdy przyszły Marszałek odmówił oddania papierosów, wariat odparował, że i tak ukradnie i o mało nie zakończyło by się tragicznie. W ostatniej chwili Piłsudski zaskoczył napastnika, sam atakując krzykiem - "Wynoś się, a za to żeś tu przyszedł, przez pięć dni nie dostaniesz!". Zaskoczony woźnica oddalił się z nosem na kwintę.
Źródło: B.Urbankowski, Józef Piłsudski, marzyciel i strateg, Warszawa 1997, s.101.
W początkach 1909 roku, Piłsudski przebywał w Zakopanem. Spotkał się wówczas z Żeromskim, który podaje taką anegdotę. "To była proletariacka mizeria... Zastałem go siedzącego przy stole, stawiającego pasjansa. Siedział w kalesonach, bo jedyną parę spodni, jaką posiadał, oddał właśnie krawcowi do zacerowania dziur (...) założyłem sobie [powiedział Piłsudski, że jeśli mi ten pasjans wyjdzie, to będę dyktatorem Polski".
Źródło: Anegdota znana z relacji A.Grzymały-Siedleckiego, Rozmowy z samym sobą, Kraków1972, s. 160-161.
W 36 numerze "Robotnika", w wydrukowanym na pierwszej stronie artykule pt.Triumf wolnego słowa, Józef Piłsudski przytacza anegdotę o zawziętym tropicielu prasy socjalistycznej, szefie żandarmów Orłowie. Wyprawiając jednego ze swych agentów do Niemiec, Orłow wydaje mu służbowe polecenie: "Gdy będziesz pan w Norymberdze, zajdź pan pod pomnik Gutenberga i pluń mu pan ode mnie w oczy".
Źródło: B.Urbankowski, Józef Piłsudski, marzyciel i strateg, Warszawa 1997, s.98.
Była to niezmiernie przykra gra. Nie mówiąc o głodzie, który mi bardzo dokuczał, tem bardziej, że żandarmi przysyłali mi w tym czasie wyszukane i smacne obiady, które musiałęm odrzucać.... lecz samo udawanie obłędu, ciągła baczność na swe ruchy, na wyraz twarzy, konieczność wypowiadania od czasu do czasu jakichś nonsensów, męczyła mnie niezmiernie, a czasem wprost śmieszyła widokiem przerażenia, jakie wbudzało umoje zachowania w żandarmach... Po kilku tygodniach byłem tak zmęczony, iżpostanowiłem przerwać. Siły mnie opuszczały, ledwie chodziłem... Wydawało mi się czasami, że stoję u brzegu jakiejś otchłani, w którą zapadnę się już bezpowrotnie. Przestałem więc udawać, zacząłem jeść i zachowywać sięzupełnie naturalnie. Myślałem sobie, ze sie nie powiodło! Ha trudno!... Coż robić!... Wtem drzwi otwierają się, wchodzą żandarmi, wołają mnie do kancelarii, niosą za mną rzeczy... Wywieziono mnie do Petersburga, do szpitala Sw. Mikolaja. Okazało się, ze przerwa w obłędzie włąśnie była potrzebna w rozwoju choroby, że ona ostatecznie przekonała obserwatorów, że jestem chory!
Źródło: Jozef Piłsudski o sobie - z pism, rozkazów i przemówień Komendanta, Warszawa 1989, s.43-44.
Przed wyjazdem z Japonii, Józef Piłsudski wydał przyjęcie. Główną atrakcją była specjalnie przyrządzona ryba, leżąca na własnej, podwiniętej złotej skórce. Kiedy Piłsudski pałeczkami podniósł kawałek do ust, ze zdumieniem ujrzał, że ryba łypie na niego strasznym okiem, rusza pyszczkiem i tłucze ogonem w talerz. Wypluć nie można, bo afront (a twarze japońskich dyplomatów wyrażają niebiański zachwyt), połknąć też się nie daje. Przynajmniej na trzeźwo. Pierwszy i jedyny raz - wspominał potem Filipowicz - widziałem, że Ziuk potrafił wypić jednym duszkiem pół szklanki koniaku. Z koniakiem popłynęła jakoś i ta ryba. Jak się później okazało, była jedynie ogłuszona, sztuka zaś polegała na tym, by zjeść ją - zanim się obudzi".
Źródło: W.Pobóg-Malinowski, Józef Piłsudski 1901-1908. W ogniu rewolucji. Warszawa 1935, s.214. Anegdota przytoczona za B. Urbankowski, Józef Piłsudski - marzyciel i strateg, Warszawa 1997, s.111.
Marszałek Piłsudski nie cierpiał ostentacyjnej ochrony. Mawiał, jak to u niego, soczyście, że „w Polsce żyje i sam własnej d... upilnować potrafi”. Kiedy tylko mógł, wymykał się ochronie. Pewnego dnia zniknął z Belwederu razem z córkami. Wśród ochrony zapanowała panika. Wreszcie znaleziono całą trójkę zajadającą się lodami w ich ulubionej cukierni w Hotelu Europejskim przy Krakowskim Przedmieściu. Dodajmy, że Marszałek wówczas zapomniał zabrać pieniędzy i by zapłacić rachunek, musiał je pożyczyć od adiutanta; dług oczywiście uregulował natychmiast po powrocie do Belwederu – mimo nieśmiałych protestów krygującego się oficera.
Napisałeś/aś artykuł? Znasz nieopublikowaną dotąd anegdotę, cytat, ciekawostkę? Znalazłeś/aś w sieci wartościowy materiał lub stronę? Posiadasz archiwalne zdjęcia bądź pamiątki? Napisz do nas, pomóż w budowie portalu.

