poniedziałek, 06 lutego, 2012
logo-gora-left
logo-gora-right

Polityka wewnętrzna

Rząd Kościałkowskiego

sm0_1-a-1815-1   W październiku 1935 roku premierem rządu II RP został niespodziewanie niespełna 43-letni polityk Marian Zyndram-Kościałkowski.

   Po wyborach 1935 roku zgodnie z postanowieniami konstytucji kwietniowej premier Walery Sławek złożył na ręce prezydenta Mościckiego dymisję swoje gabinetu. Mościcki uznał, iż może w tej sytuacji przeforsować wejście do rządu swego bliskiego doradcy – Eugeniusza Kwiatkowskiego, którego obdarzał zaufaniem „podobnym do wiary kobiety zakochanej w jakimś mężczyźnie”. Początkowym zamiarem prezydenta było „wprowadzenie Kwiatkowskiego w możliwie nie rażący nikogo sposób, a więc przy minimum personalnych i przy zachowaniu pozorów, że kurs polityczny po śmierci Piłsudskiego żadnej zmianie nie uległ”. Zażądał od Sławka mianowania Kwiatkowskiego ministrem skarbu oraz „wicepremierem gospodarczym”, na co Sławek postawił, warunek, że „p. Kwiatkowski będzie albo ministrem skarbu, albo wicepremierem, a nie jednym i drugim jednocześnie”.

   Na tym upadła sprawa premierostwa Sławka. Po odmowie objęcia stanowiska premiera przez Kazimierza Świtalskiego, Mościcki zdawał sobie sprawę, iż nie może liczyć na czołowych piłsudczyków.

   W tej sytuacji zwrócił się więc do Kościałkowskiego, należącego do młodszego pokolenia legionistów, robiącego jednak w ostatnich latach dużą karierę. Kościałkowski urodził się w 1892 roku w rodzinie ziemiańskiej w majątku Pendel w ziemi kowieńskiej, był członkiem POW, a także żołnierzem I Brygady. W 1922 roku został wybrany posłem z listy PSL-Wyzwolenia. Po 1926 roku był współtwórcą i wiceprezesem BBWR. Piastował szereg stanowisk w administracji państwowej, m.in. był wojewodą białostockim, komisarycznym prezydentem Warszawy, ministrem spraw wewnętrznych (po śmierci płk Pierackiego). O tym, że przyjął on misję, łamiąc tym samym solidarność grupy, przesądziła „ogromna – zdaniem Janusza Jędrzejewicza – ambicja osobista, żądza władzy, chęć rozkazywania i prowodyrstwa”.

   Mościcki zdecydował się na ten krok bez porozumienia z Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych Rydzem-Śmigłym, który proponował wcześniej prezydentowi kandydaturę płk. Adama Koca. Ponadto Rydz sugerował, iż nowym ministrem spraw zagranicznych winien zostać gen. Kazimierz Sosnkowski – współtwórca polsko-francuskiego sojuszu z 1921 roku, surowt krytyk polityki Becka. Mościcki uważał, iż „pułkownik Beck jest najlepszym Ministrem Spraw Zagranicznych, jakiego w ogóle znał i zna, a dla Polski zgoła jedynym” . Z tego też powodu, celem pozbycia się Sosnkowskiego z kraju, zaproponował mu objęcie stanowiska ambasadora RP w Paryżu. Generał uzależnił swoją zgodę, od wcześniejszej poprawy stosunków polsko-francuskich.

   Sam Beck odmówił prośbie Kościałkowskiego pozostania na stanowisku szefa polskiej dyplomacji, obawiając się iż premier podzielał opinię gen. Sosnkowskiego o koniecznej zmianie polskiej polityki zagranicznej. Nie bez znaczenia było także niechętne premierowi stanowisko wielu „starych” piłsudczyków. „Na propozycję p. Kościałkowskiego – napisał w swych wspomnieniach – zatrzymania przeze mnie teki ministra spraw zagranicznych odpowiedziałem odmownie, motywując to tym, że stanowczej i odważnej linii w polityce zagranicznej nie da a la lonque (na długo) utrzymać, jeśli polityka wewnętrzna tak łatwo szuka rozwiązań oportunistycznych prowadzących do kompromisów i ustępstw”. Zaniepokojenia Becka budził także sposób, w jaki Mościcki konstruował skład gabinetu, a przede wszystkim powierzenie funkcji wicepremiera Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu, zwolennikowi porozumienia z dawnymi partiami, przede wszystkim lewicowymi, czego konsekwencją – zdaniem Becka – mogła być „droga dla wpływów zewnętrznych”. Podczas kolejnej rozmowy, Mościcki otwarcie stwierdził, iż Beck swoją odmową uniemożliwia powołanie gabinetu. Ten jednak był zdania, iż „tworzenie jakby dwóch premierów z góry dezorganizuje rząd. Minister Kościałkowski znany jest z ulegania wpływom liberalizujących teoretyków i pewnych organizacji międzynarodowych”. W takiej sytuacji uważał, iż „odpowiedniejsza jest na ministra spraw zagranicznych kandydatura bardziej elastyczna, np. p. Zaleskiego, gdyż ja innej polityki niż dotąd prowadzić nie będę”.

   Ostatecznie po kolejnych apelach Mościckiego, Beck zgodził wejść do rządu Kościałkowskiego. „Gazeta Polska” dla podkreślenia tego doniosłości, przytoczyła korespondencje prasy angielskiej, w tym ”Times’a”, w których akcentowano stałość polskiej polityki zagranicznej. Z kolei socjalistyczny „Robotnik” zamieścił opinie prasy francuskiej, które wskazywały na brak entuzjazmu dla nowopowstałego rządu z uwagi na pozostanie w jego składzie znienawidzonego w Paryżu, ministra Becka.

   Tekę ministra spraw wewnętrznych objął natomiast dotychczasowy marszałek Senatu, Władysław Raczkiewicz. Gen. Tadeusz Kasprzycki został ministrem spraw wojskowych, Czesław Michałowski – ministrem sprawiedliwości, Juliusz Poniatowski – ministrem rolnictwa i reform rolnych, Roman Górecki – ministrem przemysłu i handlu, Michał Butkiewicz – ministrem komunikacji, Władysław Jaszczołda – ministrem opieki społecznej, Emil Kaliński – ministrem poczt i telegrafów, a prof. Wojciech Świętosławski – ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego.

rzad_koscialkowskiego_1935

Rząd M. Kościałkowskiego - premier siedzi drugi od lewej

źródło: Wikipedia

   Prasa angielska z uznaniem powitała powstanie nowego rządu, a „Daily Telegraph” Kościałkowskiego i Kwiatkowskiego, w przeciwieństwie do ministrów rządu Walerego Sławka, określił mianem „liberałów”. Z kolei agencja Havasa podkreśliła rolę Kwiatkowskiego, protegowanego prezydenta i jego następcy na stanowisku dyrektora fabryki azotów oraz gen. Góreckiego – nowego ministra przemysłu i handlu.

   Wileński „Czas” z sympatią odniósł się do mianowania Kwiatkowskiego jednocześnie ministrem skarbu i wicepremierem. „Chodzi tu – jak podkreślała gazeta – o nadrzędność Kwiatkowskiego w stosunku do innych ministrów rządu dla zapewnienia niezbędnej koordynacji działań, których poprzednio brakowało”. „Czas” wyrażał przekonanie, iż Kwiatkowski będzie kierował się „zasadą solidarności interesów poszczególnych grup społecznych”. Równocześnie dziennik uznając za szkodliwe dalsze utrzymywania rozdziału między rządem a społeczeństwem, apelował o „otwarcie” w stosunku do tej części społeczeństwa, która „dotychczas była po tamtej stronie barykady”, a także do porozumienia ze „społeczeństwem o drugiej stronie Wisły”, co było aluzją do mniejszości narodowych.

   W inauguracyjnym przemówieniu radiowym z dnia 15 października 1935 roku, wicepremier Kwiatkowski scharakteryzował armię, oświatę, moralny stan społeczeństwa, a także umiejętność prowadzenia polityki zagranicznej. Podkreślił, iż stosunek aparatu administracyjnego do obywatela, jak i sam aparat pozostawiają wiele do życzenia. Stwierdził, iż Polska na wielu polach działalności cofnęła się bardziej niż wiele innych krajów. Natomiast winę za pauperyzację wiele warstw społecznych obarczył dominującą dotychczas „defensywę gospodarczą”. Zadeklarował się jako zwolennik programu organicznego, celem którego było rozszerzenie konsumpcji szerokich mas, oraz równowaga budżetowa państwa.

   Z kolei w trakcie posiedzenia Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, 16 października 1935 roku, wskazał na potrzebę odbudowy gospodarki, podniesienie cen artykułów rolnych, zwiększenia zdolności konsumpcyjnej wsi polskiej, zwłaszcza na wschód od Wisły.

   W expose z 24 października 1935 roku premier Kościałkowski zaakcentował konieczność zbliżenia władzy ze społeczeństwem, także poprzez jednakowe taktowanie obywateli przez administrację. „Nieustannym moim wysiłkiem będzie – deklarował - budować stosunek zaufania i bliskości rządzonych do rządzących (...). Wszystko co temu stanie na przeszkodzie i wszystko to, co jako przeszkoda wypływać może z niewłaściwego stosunku administracji do ludności (...) będzie bezwzględnie tępione”.

   Od samego początku gabinet Kościałkowskiego nie cieszył się popularnością wśród piłsudczykowskich elit. „Obóz, uważając dymisję Sławka za niesprawiedliwość, – stwierdzał H. Gruber – nie udzielił jego następcy, Kościałkowskiemu, poparcia, jakim darzył Sławka. Prezydent Mościcki, powołując Kościałkowskiego na premiera, miał nadzieję, że swym ustąpieniem Sławek załagodzi nierówności pomiędzy stronnictwami politycznymi i utworzy pomost między obozem Piłsudskiego, a opozycją. Sądził, że kompromisowe usposobienie Kościałkowskego uczyni go bardziej strawnym dla stronnictw opozycyjnych”. Ukłonem rządu wobec opozycji było uchwalenie w styczniu 1936 roku a ustawy amnestycyjnej, która jednak nie objęła „więźniów brzeskich” W rządzie dyskutowano również o konieczności likwidacji obozu w Berezie Kartuskiej (wszak Piłsudski zgodził się na tę „czerezwyczajkę” jedynie na rok), lecz ostatecznie gabinet nie podjął tej kwestii.

   Prezydent Mościcki uczynił z Kwiatkowskiego swoistego superpremiera. Ten zaś wystąpił z nadmierną krytyką swoich poprzedników, choć sam przez wiele lat był członkiem gabinetów pomajowych. Ponadto program prac, który Kwiatkowski wniósł do Sejmu, był w sporej części przygotowany przez jego poprzedników.

 

sm0_1-a-900-1

 

   W trakcie listopadowego tzw. „Zebrania Lokatorów” czyli spotkania b. premierów, Świtalski uświadomił Kościałkowskiego na czym polega jego właściwa rola w rządzie: „Prezydent nie Kwiatkowskiemu, co byłoby rzeczą logiczną, oddał premierostwo, ale z ubocznych względów zawahał się przed tym krokiem i dlatego szukał listka figowego w postaci jakiegoś człowieka, który by przykrywał Kwiatkowskiego, … de facto zaczynał Prezydent przesilenie od wyszukania ministra skarbu, a potem do tego ministra skarbu dopasował innych ministrów, nie wyłączając premiera. Ta koncepcja psuje rolę premiera w Polsce i jest wskutek tego złą”.

   Wedle Grubera Kwiatkowski był to „człowiek nerwowy, ambitny, żarliwy dialektyk, z którym nie zawsze miało się pewność czy mówi szczerze; jako wychowanej szkoły jezuitów w Chyrowie nie zdołał zatrzeć otrzymanego od ojców treningu. Atakował, lecz nie doprowadzał do bitwy, wycofując się w porę jak harcownik. Wiedział kiedy trzeba śmiać się, a kiedy smucić i czynił to na zawołanie. W zgodzie z okolicznościami stosował słownik miodowy, bądź też umiał pchnąć cicho i celnie. Na ogół nie był lubiany, a Koc nienawidził go fanatycznie”.

   W obliczu niechęci prominentnych członków obozu piłsudczykowskiego gabinet Kościałkowskiego skazany był na porażkę.

   Rząd w celu zrównoważenia budżetu wprowadził nadzwyczajny podatek od wynagrodzeń i dokonał reformy podatku dochodowego. Ponadto zwiększył dochody skarbu państwa kosztem samorządów, a także ograniczył świadczenia emerytalno-rentowe. Zlikwidowano także wiele karteli, wzmocniono polski stan posiadania w wielu spółkach akcyjnych, w których dotychczas dominował kapitał zagraniczny. Częściowo oddłużono rolnictwo oraz zwiększono inwestycje na wsi. Równocześnie podpisano umowę gospodarczą, normalizującą stosunki gospodarcze z Niemcami.

   Dla kontynuowania reform, rząd wystąpił do Sejmu o przyznanie specjalnych pełnomocnictw. Ten krok spotkał się z ostrą krytyką zwolenników Sławka, którzy uważali, iż domaganie się rządu pełnomocnictw do wydawania dekretów pozbawiało „parlament warsztatu pracy”. Warto przypomnieć, iż w poprzednim rządzie ci sami politycy byli zwolennikami specjalnych pełnomocnictw dla rządu. Także „Gazeta Polska” wspierająca dotąd wzmocnienie uprawnień premiera, jesienią 1935 roku zmieniła zdanie, uznając, iż „stanowienie prawa winno odbywać się w izbach ustawodawczych”. Z drugiej strony konserwatywny „Czas” wyraził poparcie dla udzielenia rządowi pełnomocnictw, uzasadniając to pilną potrzebą dokonania operacji legislacyjnych zmierzających do „uchylenia deficytu budżetowego drogą niezbędnych wydatków”.

   Ostatecznie rząd uzyskał te pełnomocnictwa, jednak zamiast na 6 miesięcy, parlament ograniczył ich obowiązywanie, jedynie do chwili otwarcia sesji budżetowej, tj. 15 stycznia 1936 roku.

   Kościałkowski po dramatycznych bojach w Sejmie w sprawie pełnomocnictw uświadomił sobie jak słaba jest jego pozycja. Jednocześnie sprawa ta stała się jedynie preludium dla dalszych ataków na gabinet ze strony „starych” piłsudczyków.

   Podwyższenie podatków przyniosło osłabienie tempa produkcji i obrotów handlowych. Niepewność sytuacji gospodarczej oraz brak przekonania niektórych kręgów społeczeństwa do zdolności rządu w przezwyciężeniu kryzysu spowodowały odpływ złota i obcych walut z polskich banków. Bezradność rządu a jednocześnie pojednawcza postawa gabinetu została odebrana przez lewicową opozycję jako dowód słabości władzy. Krwawe rozruchy w Krakowie i Lwowie w marcu 1936 roku zachwiały i tak już słabą pozycję gabinetu. Z ostrą krytyką polityki rządu wystąpił na łamach „Gazety Polskiej” Ignacy Matuszewski - były minister finansów. Decyzja rządu o konfiskacie nakładu gazety oraz pozbawienie Matuszewskiego stanowiska doradcy gospodarczego prezydium Rady Ministrów, a także zwolnienie go z pracy w redakcji „Gazety Polskiej”, jeszcze bardziej zaogniły sytuację. Jak zauważył Gruber: „Po śmierci Marszałka Piłsudskiego rząd miał idealną okazję do scementowania społeczeństwa, lecz z niej nie skorzystał. Obecnie gospodarcze zarządzenia rządu wydają się celowe, lecz to wszystko może się zmarnować, jeśli atmosfera polityczna będzie nadal zatruta”.

   W tych warunkach Kościałkowski usiłując poszerzyć bazę rządu zwrócił się z prośbą o wsparcie ze strony Rydza-Śmigłego. Ten zaś 13 maja w trakcie spotkania z Mościckim zdołał przekonać Prezydenta o konieczności zdymisjonowania rządu. Generalny Inspektor Sił Zbrojnych na szefa rządu proponował płk. Adama Koca, zaś Mościcki – Kwiatkowskiego. Obaj kandydaci byli nie do przyjęcia z uwagi na brak równowagi politycznej między Zamkiem a GISZ-em , w wypadku przeforsowania jednego z nich. Równocześnie prezydent, inspirowany przez Kwiatkowskiego, obawiającego się uszczuplenia swych kompetencji, zanegował kandydaturę gen. Sosnkowskiego gotowego do objęcia steru rządu i wysuwającego koncepcję „załagodzenia waśni domowych, a w dalszej fazie, utworzenia rządu koalicyjnego”.

    W tej sytuacji Rydz zaproponował kandydaturę gen. Sławoja Składkowskiego, dotychczasowego drugiego wiceministra spraw wojskowych, na którą zgodził się Mościcki. Przyszły premier pozostawał w pełnej nieświadomości co do czekających go nowych zadań państwowych. 12 maja uczestniczył, jako reprezentant GISZ, w krakowskich obchodach pierwszej rocznicy śmierci Marszałka Piłsudskiego. Po powrocie do Warszawy, 13 maja w godzinach wieczornych zaskoczyło go nagłe wezwanie od Śmigłego, który zaproponował mu objęcie funkcji premiera, oświadczając jednocześnie, że „u pana Prezydenta kandydatura pana przeszła z trudnościami”. Składkowski, zgodnie ze swą naturą, przyjął nominację jak rozkaz starszego stopniem kierujący podwładnego na nową, trudna placówkę. Śmigły podyktował mu także, uzgodniony wcześniej z Mościckim, skłąd gabinetu, dopuszczając jedynie, aby generał objął również resort MSW.

    15 maja nastąpiła oficjalna dymisja rządu Kościałkowskiego. Tego samego dnia zaprzysiężony został nowy gabinet. Na osłodę Kościałkowski został ministrem opieki społecznej w nowym rządzie.

   Zmiana gabinetu odbiła się szerokim echem w prasie. Wedle redakcji „Czasu” rząd Kościałkowskiego zawiódł pokładane w nim przez społeczeństwo nadzieje, nie tyle związane z gospodarką, co polityczne. Te zaś oparcie miały mieć w raczej niesłusznych – zdaniem dziennika - pogłoskach o możliwościach wciągnięcia do współpracy lewicy, zarówno sanacyjnej, jak i opozycyjnej. Na domiar złego dla rządu, osłabieniu aparatu bezpieczeństwa towarzyszył brak skutecznej reakcji na społeczny ferment. Zapobiegawczym środkiem wobec tegoż fermentu było objęcie przez Składkowskiego teki ministra spraw wewnętrznych, a przez Grabowskiego ministerstwa sprawiedliwości.

   W kręgach opozycyjnych, utworzenie nowego rządu zostało odczytane, w związku z nasilającymi się niepokojami społecznymi jako wyraźna groźba pod adresem przeciwników politycznych. W opinii narodowców „nowy rząd jest właściwie rządem starego systemu i pewnych znanych już dobrze krajowi ludzi. (…) Oblicze gabinetu jest pod wieloma względami niejednolite. Obok gen. Składkowskiego, który przeprowadził pacyfikację w województwach południowo-wschodnich, zasiada min. Kościałkowski, który zawarł ugodę wyborczą z Ukraińcami. Obok min. Poniatowskiego – prokurator procesu Centrolewu, obok min. Kwiatkowskiego – min. Beck”.

   Z kolei socjalistyczny „Tygodnik Robotniczy” podkreślał, iż „kraj oczekuje nie takiego rządu, który zajmie się godzeniem pułkowników z naprawiaczami lub ich poskramianiem, ale który weźmie na swoje barki trud przebudowy polski na państwo wolności i sprawiedliwości”.

   Prasa rządowa z zadziwiającą szczerością podkreślała tymczasowy charakter rządu Składkowskiego. Ton wypowiedzi prasowych zgodny był zapewne z odczuciami samego premiera. Henryk Gruber relacjonując swe spotkanie ze Składkowskim w dniu 25 maja 1936 roku, wspominał, iż premier oświadczył o czteromiesięcznym okresie czasu, jaki otrzymał od swych mocodawców na „uregulowanie najważniejszych spraw państwowych”. W oczy rzucała się niejednorodność polityczna personalnego składu gabinetu – obok zwolenników rządów silnej ręki, zasiadali w nim „gołębie” sanacyjni.

   Powołanie rządu Składkowskiego jednoznacznie świadczyło o wzroście znaczenia GISZ-u jako ośrodka decyzyjnego. W większości gazet na pierwszej stronie widniał wizerunek nowego premiera a poniżej zdjęcie całego gabinetu w towarzystwie Rydza-Śmigłego, choć do tej pory pierwsze oficjalne fotografie rządu wykonywane były jedynie z udziałem Prezydenta Rzeczpospolitej. O pozakonstytucyjnym wzroście znaczenia Rydza świadczyła również jego obecność, za wiedzą Mościckiego, na pierwszym posiedzeniu Rady Ministrów.

   Sam Marian Zyndram-Kościałkowski pozostał członkiem rządu Składkowskiego do 30 września 1939 roku. Po przegranej wojnie polsko-niemieckiej, przedostał się do Francji, a po jej klęsce przebywał w Wielkiej Brytanii, gdzie zmarł 12 kwietnia 1946 roku w Brookwood.

                                                                                      Godziemba
 Wybrana literatura:

 P. Wieczorkiewicz – Ostatnie lata Polski Niepodległej
 W. Pobóg-Malinowski – Najnowsza historia polityczna Polski
 K. Sosnkowski – Myśl-praca-walka
J. Beck – Ostatni raport
M. Drozdowski – Eugeniusz Kwiatkowski. Człowiek i dzieło
H. Gruber – Wspomnienia i uwagi
K. Świtalski – Diariusz 1919-1935

www.nac.gov.pl

logo rgb_0

   

Endecy i piłsudczycy w MSZ

Ikonka_-_front_MSZSłużba zagraniczna to jeden z najważniejszych nerwów organizmu państwowego, toteż osoby zainteresowane dobrem państwa powinny – podobnie, jak w przypadku wojska czy służb specjalnych – uważnie śledzić wpływ, jaki wywiera na jej działanie obecny reżim demokratyczny. W dotychczasowych dziejach Republiki Okrągłego Stołu utrzymuje się praktyka polegająca na tym, że każda kolejna ekipa rządowa dokonuje w aparacie dyplomatycznym czystki personalnej, a wytworzone w ten sposób wakaty obsadza własnymi nominatami dobranymi według klucza partyjno-towarzyskiego. Nie jest to z pewnością metoda na zapewnienie ważnej instytucji ciągłości działania i profesjonalizmu funkcjonariuszy. Dla porównania, to, co w Republice Okrągłego Stołu ponawia się z każdą kadencją parlamentarną – rekonstrukcja personalna służby dyplomatycznej państwa – w dwudziestoletniej historii Polski niepodległej zdarzyło się zasadniczo tylko dwukrotnie, za każdym razem z odmiennych powodów.

   

Endecja a zabójstwo Prezydenta Gabriela Narutowicza

ikona_Gabriel_NarutowiczZamordowanie w grudniu 1922 roku pierwszego Prezydenta RP Gabriela Narutowicza wstrząsnęło polskim społeczeństwem i doprowadziło nieomal do wybuchu wojny domowej.

   

Walery Sławek - Ignacy Mościcki. Walka o prezydenturę w 1935 r.

ikona_slawek-moscickiPiłsudski decydując na wiosnę 1933 roku o elekcji Mościckiego, w rozmowie z nim powiedział: „Sądzę, ze gdy będziesz już bardzo zmęczony, to na twoje miejsce powinien przyjść Sławek”. Wedle innej relacji powiedział Mościckiemu, że „moim kandydatem na stanowisko Prezydenta jest Sławek, Sosnkowskiego trzymajcie z dala od polityki – przewiduję go na najwyższe stanowiska na wypadek kryzysu”. Dotyczyć to miało, jak twierdziła marszałkowa Piłsudska, objęcia urzędu Prezydenta przez gen. Sosnkowskiego w wypadku zagrożenia Polski. Celem Piłsudskiego miało być w tej sytuacji powołanie rządu jedności narodowej, analogicznie jak miało to miejsce latem 1920 roku.

   

,,Jaka Polska''? Czyli walka o ustrój i granice państwa 1918-1922

eagle1

Jaka ma być ta nowa, odrodzona po 123 latach Polska ? To pytanie w ostatnich miesiącach 1918 r. zadawali sobie chyba wszyscy jej mieszkańcy. Przyszłość Naszego kraju wyglądała jak matematyczne równanie z samymi niewiadomymi - nikt nie był wtedy w stanie przewidzieć jaki będzie ustrój, kształt terytorialny, charakter narodowościowy i wyznaniowy przyszłej RP, jej potencjał gospodarczy i pozycja międzynarodowa. Niepewne wreszcie było samo jej istnienie, czy nie zastąpi jej jakaś forma kolejnej "robotniczo-włościańskiej", (tylko z nazwy oczywiście).
   

Legenda COP-u

ikona_copBudowę Centralnego Okręgu Przemysłowego zainicjowano w widłach Wisły i Sanu w lipcu 1936 roku w ramach czteroletniego planu inwestycyjnego i sześcioletniego planu rozbudowy sił zbrojnych. W zamierzeniach rządu budowa COP miała przyczynić się do przyspieszenia industrializacji Polski i stopniowej likwidacji podziału Polski na część „A” i „B”. Hasła budowy COP miały na celu przekazanie społeczeństwu wiary w możliwości rozwoju gospodarczego Polski. Zakrojona na szeroką skalę kampania informacyjna sprawiła, iż budowa COP urosła do miana jednego z symboli II Rzeczypospolitej.
   

Krótka historia gospodarki międzywojennej

ikona_depresjaMiędzywojnie to pod względem ekonomicznym niewątpliwie trudny okres dla Europy, która musiała borykać się nie tylko ze spuścizną „wielkiej wojny”, ale także z kryzysem ekonomicznym o niespotykanej dotąd skali. Dla Polski to także czas budowania od podstaw krajowej gospodarki, okres biedy panującej wśród dużej części ludności i podejmowania starań zmiany tej sytuacji przez wybitne jednostki, które do dziś dla wielu są wzorami w swoich dziedzinach. Jeszcze przez wiele lat z utęsknieniem wracano pamięcią do czasów, gdy Polska mogła sama stanowić o swej polityce w każdej dziedzinie, także gospodarczej.
   

Gdynia - Na początku było marzenie ...

ikona-gdyniaGdy Gdynię już zbudowano, Marszałek nie kwapił się wcale, by ją odwiedzić.
Aby zwabić go nad Bałtyk, wicepremier Kwiatkowski musiał uciec się do fortelu. Bywając w domu Piłsudskiego, zabawiał córki Marszałka opowieściami o statkach i marynarzach. Panny szybko połknęły bakcyla i na rodzicach wymogły wyprawę nad morze. Uzgodniono, że pojedzie z nimi pani marszałkowa. Ta jednak w dniu wyjazdu poczuła się niedysponowana i do Gdyni musiał pojechać tata. 
   

Po słowie do kłębka. Komisje śledcze II RP

Po słowie do kłębka. Komisje śledcze II RP. Budzące grozę, wywołujące skandale, ale też i odkrywające tajemnice władzy komisje śledcze miały swoje poprzedniczki w II Rzeczpospolitej. Tamte też przesłuchiwały, tropiły i karały. tutaj
   

Zamach majowy

Jak to zrobił Piłsudski. Poranek w środę 12 maja 1926 r. zapowiadał dzień spokojny i pogodny, co utwierdziło prezydenta Stanisława Wojciechowskiego w przekonaniu, że podjęta poprzedniego wieczoru decyzja o wyjeździe na krótki wypoczynek do rezydencji w Spale była słuszna. tutaj
   

Strona 1 z 2

Napisałeś/aś artykuł? Znasz nieopublikowaną dotąd anegdotę, cytat, ciekawostkę? Znalazłeś/aś w sieci wartościowy materiał lub stronę? Posiadasz archiwalne zdjęcia bądź pamiątki? Napisz do nas, pomóż w budowie portalu.

Polityka na forum

Copyright © 2006-2010 ISSN 1899-8348 Komendant, Naczelnik, Marszałek. Józef Piłsudski i jego czasy.
(e-mail: redakcja portalu | administracja modułów społecznościowych | inne formularze kontaktowe)
stat4u