Wpisany przez Przemysław Wywiał
- 6 sierpnia 1934 r. rozpoczęto sypanie Kopca Józefa Piłsudskiego na Sowińcu. Jak to się stało, że jeszcze za życia Marszałka postanowiono w tak monumentalny sposób Go uczcić?- Stało się tak z inicjatywy Związku Legionistów Polskich, który postanowił uczcić 20. rocznicę wymarszu „Kadrówki” wzniesieniem oryginalnego pomnika na wzór prasłowiańskich kurhanów sławy. Pomysł zaakceptowała Rada Miasta Krakowa i prace na najwyższym wzniesieniu w Krakowie mogły ruszyć.
- Jak wyglądały prace nad sypaniem Kopca?
- Imponująco. Powołano specjalny komitet, który koordynował zakrojone na szeroką skalę roboty ziemne pod nadzorem fachowców. Na Sowiniec przyjeżdżało - zwłaszcza po śmierci Komendanta - wiele delegacji z różnych części kraju, a także Polonusi. Każda jednostka wojskowa brała za punkt honoru włączenie się w sypanie nietypowego monumentu. Bywały dni, że pracowało 10 tysięcy osób! Nic dziwnego, że kopiec wznosił się w górę bardzo szybko, a entuzjazm społeczny nie opadł aż do końca jego budowy, czyli do lipca 1937 roku.
- Kopiec Piłsudskiego nazywany jest również Kopcem Niepodległości i Mogiłą Mogił. Dlaczego?
- Jak już wspomniałem, zaczęto go sypać jeszcze za życia Marszałka, dla uczczenia rocznicy wymarszu „Kadrówki” oraz odzyskania przez Polskę suwerennego bytu po I wojnie światowej. W jego zboczach złożono kilka tysięcy ziem z pól bitewnych i miejsc kaźni, gdzie Polacy przelewali krew za Ojczyznę od 1794 do 1921 roku – stąd Mogiła Mogił. W sensie symbolicznym jest to miejsce pamięci narodowej równoważne znaczeniem grobom nieznanego żołnierza.
- Ten górujący nad Krakowem symbol idei niepodległościowej nie mógł budzić zachwytu u niemieckich okupantów i później, u władz komunistycznych…
- Już w 1941 roku starosta miejski Rudolf Pavlu otrzymał od generalnego gubernatora Hansa Franka polecenie zlikwidowania kopców Kościuszki i Piłsudskiego jako widomych symboli polskiej niepodległości. Na szczęście nie udało się to, bo po pierwsze nie jest łatwo zburzyć tak ogromną budowlę ziemną, a po drugie Niemcy mieli pod koniec wojny inne problemy.
Komuniści potraktowali kopiec Piłsudskiego w podobny sposób: chcieli się go pozbyć z pejzażu miasta i dlatego obsadzili zbocza szybko rosnącymi drzewami, nie pozwalali na żadne prace konserwacyjne, a z planów Krakowa i z przewodników turystycznych wykreślili jego nazwę, zastępując ją enigmatycznymi określeniami: „kopiec na Sowińcu” lub „punkt widokowy na Sowińcu”. Starsi krakowianie żartowali, że jest to kopiec Nieznanego Marszałka. W latach 50. przy pomocy ciężkiego sprzętu wojskowego ściągnięto ze szczytu granitowy głaz z krzyżem legionowym, co spowodowało ogromną wyrwę w ziemi, którą popłynęła woda. W ten sposób wywołano sztuczną erozję
- Jak to się stało, że Kopiec jednak przetrwał?
- Do końca lat 70. nie wolno było się nim opiekować, chociaż krakowscy legioniści z niezmordowanym pułkownikiem Józefem Herzogiem na czele zasypywali władze miejskie i centralne petycjami w tej sprawie, argumentując, że jest to sanktuarium polskiej krwi. Wspomagali ich kombatanci 1939 roku, Armii Krajowej, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Niestety, działania te nie przynosiły skutku. Poparł je natomiast ówczesny metropolita krakowski, ksiądz kardynał Karol Wojtyła, który podczas organizowanych przez ojca Adam Studzińskiego OP spotkań opłatkowych legionistów w klasztorze dominikanów wyrażał solidarność z działaniami mającymi na celu ratowanie pamiątek przeszłości.
Dopiero tuż przed 1980 rokiem grupie społeczników udało się rozpocząć „tajne” prace przy wycince drzew i krzewów, którym po cichu sprzyjał dyrektor Miejskiego Parku i Ogrodu Zoologicznego dr Józef Skotnicki (pełniący te funkcję do dzisiaj i niezmiernie nam życzliwy). U prezydenta Krakowa interweniował wtedy Konsul Generalny Związku Sowieckiego i nie wiadomo, co by się stało, gdyby nie zmieniająca się atmosfera polityczna w Polsce.
- Od 1980 r. działa Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego, którego jest Pan przewodniczącym. Czym zajmuje się ta instytucja?
- Komitet powstał z oddolnej inicjatywy w ramach Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Przez pierwsze 10 lat istnienia społecznie pracowaliśmy przy profilowaniu stoków kopca i odkopywaniu ścieżek, wycinając także wszystko, czym go obsadzono. Jedynymi narzędziami były taczki, łopaty, siekiery, kilofy. W okresie 16-miesięcznego „karnawału Solidarności” zdołaliśmy przyciągnąć wiele osób, zarówno starszych wiekiem, jak młodzież. 22 marca i 4 października 1981 roku zorganizowaliśmy pierwsze od 1945 roku sypanie ziem do Mogiły Mogił, m.in. z miejsc kaźni polskich oficerów w Związku Sowieckim w 1940 roku. W czasie pierwszej z tych uroczystości ostatni żyjący jeszcze przedwojenny generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz wypowiedział pamiętne słowa: „Już świta!”.
Stan wojenny spowolnił nasze prace, ale Komitet – jako część TMHiZK – nie został zdelegalizowany i mogliśmy nadal spotykać się na Sowińcu. Przychodzili działacze różnych organizacji antykomunistycznych, aby trochę pokonspirować z dala od centrum miasta, ale pracowali też fizycznie. Mówiliśmy wówczas, że każda wywieziona na wyższy poziom kopca taczka ziemi to kolejny gwóźdź do trumny komunizmu.
Od 1991 roku remont prowadzony jest już przez profesjonalne firmy, a niemałe fundusze zapewniają Rada Miasta Krakowa i Społeczny Komitet Ochrony Zabytków Krakowa. W 1992 roku honorowy patronat na kopcem Józefa Piłsudskiego objął Sejm RP.
- W tym roku mija 75 lat od ukończenia sypania Kopca na Sowińcu. W jaki sposób zostanie upamiętniona ta rocznica?
- Jeśli zdobędziemy odpowiednie środki finansowe, może pokusimy się o jakieś wydawnictwo jubileuszowe. Być może urządzimy także kolejną ceremonię składania ziem przy okazji rozpoczęcia Marszu Szlakiem Pierwszej Kadrowej. Ostatnia odbyła się w 2010 roku, kiedy w polskiej Mogile Mogił złożyliśmy m.in. ziemię z miejsca katastrofy smoleńskiej.
Jerzy Bukowski – filozof, autor „Zarysu filozofii spotkania”, piłsudczyk, harcerz, publicysta, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego w Krakowie, były reprezentant prasowy śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Kraju.
Rozmawiał: Przemysław Wywiał





13 października 1923 roku około godziny 9.00 wybuchła prochownia na terenie warszawskiej Cytadeli. Dwadzieścia osiem osób zginęło, a ponad 90 zostało ciężko rannych. Był to największy w okresie II RP zamach terrorystyczny, dokonany przez komunistycznych spiskowców.
30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler został mianowany kanclerzem Niemiec. Objęcie władzy przez Hitlera spotkało się z ogromnym zainteresowaniem prasy polskiej i światowej, która nie traktowała tego faktu jako momentu przełomowego w historii powojennych Niemiec.
Janusz Kusociński, zwany przez prasę, sportowców i przyjaciół „Kusym”, urodził się 15 stycznia 1907 roku, w wielodzietnej rodzinie urzędnika kolejowego Klemensa i Zofii ze Śmiechowskich. Początkowo nic nie wskazywało na to, by został wspaniałym lekkoatletą oklaskiwanym przez tłumy na wielu krajowych jak i zagranicznych stadionach. W centrum jego zainteresowań znajdowała się przede wszystkim piłka nożna i gra w palanta, a poza tym jego warunki fizyczne były zupełnie przeciętne (mierzył zaledwie 165 cm). O jego karierze lekkoatletycznej zadecydował przypadek. Kusociński wziął udział w Igrzyskach Robotniczych w Pradze w 1927 roku, gdzie odniósł pierwsze swoje sukcesy sportowe (II miejsce w biegu na 1500 m i III miejsce na 800 m). Te wyniki zaważyły o porzuceniu piłki nożnej i wstąpieniu do sekcji lekkoatletycznej „Warszawianki” w 1928 roku. Trafił tam pod opiekę estońskiego olimpijczyka i trenera Aleksandra Klumberga. To głownie dzięki niemu, sekcja lekkoatletyczna tego warszawskiego klubu sportowego, działającego od 1920 roku zaczęła zyskiwać na znaczeniu.


Wbrewpotocznemu osądowi w Legionach Polskich znaleźli się żołnierze wywodzący się z różnych ruchów politycznych, także z prawicy.






PPS